Prawdziwy Styropian z Fabryki Styropianu Arbet

Lokalni przedstawiciele handlowi:

Roman z Jonaszem w podróży

Wzorem swoich idoli, Bolka i Lolka oraz Koziołka Matołka, Roman z Jonaszem znowu wybrali się z misiami w drogę...

Pierwsza relacja z szykowanej drogi, pisownia oryginalna, właściwa autorowi:)

13.02.2011

Szczecin wiglja sw Walentego 2011 (wszyscy siedza przy wigilijnym stole i jedza barszcz z serduszkami)...

Dwa dni temu spotkalem Marylke. Marylka mloda, bardzo mila osoba
chciala by uczstniczyc w zajeciach w naszej fundacji, "bo podobno
prowadzimy zajecia dla osob niepelnosprawnych". Wiec sobie rozmawiamy
milo. Nagle Marlenka mi mowi: Jestes z Pipi. Jak to z Pipi? Byl
czlowiek z marmuru, z zelaza podobno nawet z ziemniaka, ale z
Pipi?-mysle sobie- Moze wyszedlem z Pipi? Mowie wiec ze moja mama byla
wikingiem. Nie! -odpowiada Marylka- Jestes tym grubasem z Pipi. I tak
sobie konwersujemy. Na koniec mowie ze za pare dni wyjezdzam. Daleko?
zaciekawila sie Marylka. Srednio. To pozdrow Pipi. I tak mamy jeszcze
jedno zadanie do wykonania. Japonki i Pipi. Pozdrowic Pipi od Marylki.

Startujemy w srode. Kierunek wschod czyli Warszawa.
w zwiazku iz nieposiadlismy jeszcze 400zl na prom Soczi Batumi.
Przygotowalismy plan B.
Mianowicie:
Petersburg
Archangielsk
Murmansk (kolo Murmanska podobno jest tam jakies kolo)
Norwegia Nordcapp i potem z gorki przez Skandynawie do domku. Po prostu usiadziemy na
plecakach i jak na saneczkach zjedziemy z samej gory.

I w tym roku pomoc ruszyla:
-Piotr Klimek wreczyl trzy pary skarpet (po co ludziom tyle skarpet?
trzy sztuki rozumiem, ale trzy pary) bo mowi ze dostal od mamy czy
zony, ale takich nie lubi. Rzeczywiscie malo smaczne.
-Sklep Cetus sprawil nam karimaty ( ostatnio rozkladalismy zamiast
karimaty nasze ulubione Tygodniki Powszwchne) i nowa butle z gazem.
Jak juz pisalem Babcia Wanda uszyla rekawiczki i nogawiczki
(nogawiczki to rekawiczki ktore zakladamy na nogi po zdjeciu butow gdy
wchodzimy do spiwora).
No i Fabryka Styropianu Arbet o nas nie zapomniala.

24.02.2011

Murmansk

Udalo sie jestesmy w Murmansku.
Wczoraj przejechalismy krag plarny. Gdy nam kierowca o tym powiedzial,
nic specjalnego nie zauwazylismy. Na mapie jest to przerywana linia.
Widocznie przejechalismy miedzy jedna kreska a druga.Za nami spanie w
namiocie przy -25 (spanie ok, tylko namiot niechce sie rostawic),
dzien Obroncy Ojczyzny czyli po prostu dzien chlopaka. Niezwykle tu
popularny. Faceci dostaja od kobiet podarki. Jeden kierowc krzyczal
przez telefon: "Gdzie moj podarek? Gdzie?". No wlasnie my tez sie
pytamy gdzie podarek dla nas? No gdzie?

W Murmansku zabral nas do domu Mikolaj tak tak Mikolaj. Starszy Pan,
bardzo mily. Zostajemy tu do jutra rana. Lecimy teraz zwiedzac miasto
bohatera, a wieczorem jak bedzie dostep do kompa do cos dluzszego
opisze.

Jesli nie to planowana trasa : do Norwegi zostalo 300km, Nordcapp,
jakies firdy i wdol na poludnie, Oslo, Sztokholm, Malme, Kopenhaga i
Niemcy(zdaje sie Kolonia). Jesli ktos na tej trasie ma jakies
miejscowki do przespania sie to chetnie skorzystamy. Moze ktos wie
jak nazywaja sie w Norwegi domki w ktorych mozna przenocowac na
turystycznych szlakach.

Jonasz i Romek z podrozy

Murmansk 25.02.2011

Piszecie ze za malo piszemy. Niestety formula tego wyjazdu, nie
pozwala nam pisac. Praktycznie nie mamy kasy zeby wejsc do kafejki. A
przedewszystkim przy -20 musimy byc caly czas w ruchu. Wjechanie do
miaseczka, znalezienie internetu (ktory zwykle krotko jest otwarty) i
pisanie uniemozliwia potem wyrwanie sie. Teraz w Murmansku mamy
internet tylko przez pare minut gdy nasz gospodarz rano go uruchamia
w jakis przedziwny sposob. Niestety, na razie nie ma mozliwosci
pisania tak jak na poprzednich wycieczkach. napiszemy cos wiecej po
powrocie.

Dostalem info o tych chatkch. Chodzi mi o bezplatne, niezamieszkale,
stale otwarte na szlakach, a nie te do wynajecia.
Wczoraj pomylilem sie, nie jedziemy przez Sztokholm tylko przez Geteborg.

Wczoraj zwiedzalismy Murmansk. Zrobilismy sobie wypad do "Aloszy"
wielkiego betonowego pomnika stojacego na wzgorzach nad miastem i
pilnujacego zatoki. Jako ze przyzwoita droga jest zwykle droga dluzsza
postanowilismy sobie ulatwic zycie. I sie wkopalismy. Po pas. Po
szyje. Mile zlego poczatki. Pocztkowo po zamarznietym jeziorze jakos
nam szlo. Lecz gdy osiagnelismy lad staly i juz podziwialismy wielkie
betonowe plecy "Aloszy". Okazalo sie ze snieg nie jest obliczony na
moja wage. Poczatkowo stekalem i wpadalem po kolana, Jonasz do przodu
maszerowal. Pozniej juz siedzialem w sniegu po pas a Jonasz mnie
wyciagal. Szlismy tak ze On pierwszy szedl pare metrow ubijal snieg i
potem po mnie wracal. Przed radzieckim gieroje stanelismy jak dwa
balwany. I do tego wykonalismy piekny taniec wokol ognia ktory plonie
tam po wsze czasy by slawic bohaterstwo Czerwonej Armi. W jednym bucie
skaczac na jednej nodze, bo w butach mielismy pelno sniegu ktory
trzeba bylo wytrzepac, pokrzykiwalismy z zimna marzac by choc na
chwile przestalo wiac. Bohater okazal sie prawdziwym bohaterem nie
wzruszenie patrzyl na zatoke i port ktory niecale 100 lat temu
zbudowali Anglicy, pozniej "biali"przy pomocy Polakow szarpali tu
"czerwonych", pozniej stacjonowaly U-boty i Kriksmarine na poczatku
wojny goscinnie zaproszene tu przez Stalina, potem na konwoje z
dostawami z Ameryki dla walczacego Radzieckiego Zwiazku, teraz na
atomowe okrety Floty Polnocnej(akurat sobie poplynely i se
niepopatrzylismy na nie). I to wszystko wydarzylo sie w miescie ktore
nie ma nawet stu lat.
Wracajac do miasta zajrzelismy do najbardziej wysunietego na polnoc (w
tym miescie chyba wszystko jest najbardzej wysuniete na polnoc)
"okienaarium". Za trudy wedrowki los nam wynagrodzil i trafilismy na
przepiekny pokaz tresury fok. Pokaz platny niemalo, 300 rubelkow od
glowy. Rubelkow niema, a prawdziwa sztuke czlowiek by se pogladal.
Zagaduje biletera uprzejmie ze przez "adno minutku' posmatrimy sobie
na foczke. Moze byc jedna, ale foczka to foczka i zawsze to milo na
foczke popatrzec. Czlowiek mily to i dla czlowieka mili. Bileter
zgadza sie. I prze "adno minutku" ogladamy cyrk. W zielonej zupie o
zapachu szczecinskiego paprykarzu plywa stara wyleniala foka. Na
widowni siedem osob: jakas parka co podziac sie nie miala gdzie i
babuszki stare, no nie ..bron Boze nie wyleniale, chustami okutane
podziwiaja jak foka glowa kolo ratunkowe popycha. Pan drze sie do
mikrofonu (pewnie by babuszki lepiej slyszaly) a zglosnikow leci
lambada ( to chyba taki rosyjski utwor ludowy- bo uslyszec go mozna w
kazdym miejscu), ewentualnie Riki Martin (taki latynosko rosyjski
piosenkarz). Cuda, cuda. Bileter okazal sie tak mily ze gdy uplynela
minutka to przerwal nam ogladanie tych cudow wskazujac nam wyjscie.
Przemily czlowiek. Gdybysmy jeszcze chwile to poogladali to poznie nie
moglibysmy zasnac... z wrazenia.
By uczcic nasz pobyt w Murmansku wybralismy sie na lody za 8 rubelkow
(80 gr) spozylismy pyszne"mrozone" w wafelkowym kubeczku. Sa to
prawdopodobnie najbardziej na polnoc zjedzone lody.
Jest szansa ze dotrzemy dzis do norweskiej granicy.

Jonasz i Romek z misiami najbardziej na polnoc.


W PRZYGOTOWANIACH DO WYCIECZKI POMOGLI NAM:
-Fabryka Styropianu ARBET www.arbet.pl
-CETUS www.cetus.szczecin.pl
-Babcia Wanda
-Piotr Klimek
-wize do Rosji zalatwil nam www.sobtur.com.pl
-Pawe Buluk
-Pawel Kowalski
-Marek Szymanski
- Centrum Rozwoju Spoleczno Gospodarczego
- Stowarzyszenie Czas Przestrzen Tozsamosc
-Malgorzata Jacyna-Witt
-Bawel Buluk
-Kamila Koziel Rumianek
-Piotr Strzezysz
-Kamila Karbowy
 

Honningsvag 03 03 2011

Jak spojrzycie na mape Europy to na samej jej gorze na malutkiej
wysepce siedzimy sobie i nie mozemy sie wydostac.
Wyspa polaczona ze stalym ladem tunelem slynie z tego ze jest na niej
Nordcapp czyli najbardziej wysuniety na polnoc przyladek Europy. Jest
to oczywiscie turystyczna sciema, ale faktem jest tu najdalej
dochodzaca na polnoc europejska droga.
Gdy przedwczoraj w nocy dotarlismy tu do portowego miasteczka na
poludniu wysepki, Tak nam przyfarcilo ze nocleg dostalismy w garazu u
budowniczych portu. Rano okazalo sie ze pracuje tu dwoch gorali z
polskiej Orawy. Do Nordcapp z tad juz tylko 33 kilometry. Przez 20
kilometry droga biegnie w strone Nordcapp i malej wioski. Na
dwudziestym do wioski skreca w prawo, a na Nordcapp zamknieta jest
szlabanem i otwieraja ja o 12 dla konwoju turystycznych autobusow.
Kolo szlabanu schowalismy czesc rzeczy w sniegu, zabierajac spiwory i
najpotrzebniejszy sprzet wyryszylismy spacerkiem. 13 kilometrow
przeszlismy calkiem zgrabnie, choc czasami sie robilo tak bialo ze na
pare metrow nic nie bylo widac. Tuz przed zmierzchem dotarlismy
"najdalej na polnoc". Rzut okiem w strone bieguna, czekolada zjedzona
i wykreconych pare piruetow -tak nas wiatr obracal i ruszylismy z
powrotem (za bardzo nie bylo gdzie sie rozbic tak potwornie wjalo).
Powrotna droga wydawala sie trudniejsza gdyz wiatr wjal nam w twarz,
ale mozliwa do przejscia. Na trzecim kilometrze zaczol padac deszcz ze
sniegiem. Wkrotce wszystko mielismy przemoczone, droga zamienila sie w
lodowisko. Koszmar. Nie musialem sie ruszac a wiatr pczal mnie po
lodzie. Niewesolo bylo. Chociaz Jonasz juz w najgorszym momencie
zaczol sie wyglupiac i dzielnie to znosil. Jak doszlismy do szlabanu
padlismy se w objecia. Choc do portu jeszcze 20km do wioski jakies 5.
Na szczescie jechala piaskarka. Zdesperowany stanolem na drodze i ja
zatrzymalem. "Nasz" garaz na szczescie byl otwarty. Wylalismy wode z
butow podsuszylismy spiwory i poszlismy spac.
Od dzis rana tak wieje ze rzuca paletami w porcie. Mozemy tu zostac do
jutra rana podsuszyc sie. Podobno ma jutro skonczyc sie sztorm.
Jedzenia mamy jeszcze gdzies na dwa dni. Zobaczymy.
Musze konczyc bo szef warsztatu potrzebuje kompa.
Jonasz i Romek 

Honningsavag 04.03.2011
Wczoraj bylo naprawde czarno tzn bialo. Siedzielismy w
garazowarsztacie suszylismy rzeczy. w zwiazku z tlustym czwartkiem
jonasz poukladal nasze zapasy i ogladalismy je paczke zurawin, dwie
zupki chinskie, trzy kaszki i dwa batony. Wyglosilem Jonaszowi
pogadanke ze gdyby wczesniej nie rzucal sie na zapasy to by bylo
wiecej teraz jedzenia. Bardzo to musialo do niego trafic bo stwierdzil
ze zaluje ze zjadl miesiac temu u babci obiadu, bo mialby teraz
ziemniaczki, surowke, jajko smazone i kompocik.
Druga rozrywka bylo ogladanie przez okno przelatujacych sprzetow.
Przetaczajacych sie palet drewnianych , wirujacych smietnikow w
pokracznym tancu, prujacych jak wystrzelone z procy bek. Na koniec
sami zapragnelismy polatac i wybralismy sie do miejskiej biblioteki.
jesli nikomu nie powiecie to powiem tylko ze uszkodzilem dwa
samochody, na jeden wpadlem a drugiego chcialem sie przytrzymac.
Wykrzyczalem tylko do Jonasza: "Lecmy stad bo bedzie na nas".
Wieczorem spadla na nas jeszcze jedna fatalna wiadomosc. Knut szef
warsztatu powiedzial ze za Narwikiem na E6 jedynej drodze na poludnie
jest przerwa i trzeba plynac promem. Prom jest platny od osoby i nasze
30 koron niestety niestarczy. Cala noc myslelismy co tu zrobic. Czy
moze jechac przez Szwecje? Ale tam ze stopem podobno gorzej.
Rano wiatr ucichl i wedrujajc do biblioteki spotkalismy Polakow ktorzy
przyjechali z Wroclawia samochodami na Nordcapp. Po krotkiej rozmowie
podarowali nam kase na prom.
Chociaz by tak moze pokupowac by se czekolade ? Calkiem fajne
widzielismy tu w sklepie.

Jonasz i Romek zawiani (letko)

P.S.
Jesli ktos podrozowal stopem po Skandynawi (moze ktos z Gdanskiego
Klubu Przygody), niech napisze jak stop wyglada w Szwecji, Dani i
poludniowej Norwegi. Na razie ruszamy w kierunku Narwiku


wróć »

Realizacje arbetu

Os. Zawadzkiego

Szczecin

Informacja BHP dla styropianu zawierającego substancję zmniejszającą palność!!!
Pobierz plik PDF

Instrukcja postępowania z płytami styropianowymi EPS 032 GRAFIT!

Pobierz plik PDF

Więcej plików do pobrania